Bo wszyscy kochamy kaczy kuper!
Chłam powraca, a ja wraz z nim! Tym razem nie będzie tak epicko jak ostatnio, bo i piosenka aż tak dziadowska nie jest, chociaż… Powiedzmy, że kwestia gustu. Mnie takie natchnione seplenienie zupełnie nie rusza. Lata 80-te były tak obfite w różnego rodzaju gwiazdy i gwiazdeczki, że jest w czym wybierać. Oczywiście mowa o moim wątpliwym skillu. Ale taka random łapanka byłaby trochę nie fair, więc chwilowo ograniczę się do jednego teledysku pewnego czarnoskórego wokalisty, o którym nigdy w życiu nie słyszałam i nieszczególnie słyszeć chcę.
Cóż, sam klip jak i piosenka do wybitnych nie należą, ale też nie straszą jakoś bardzo na tle innych muzycznych zjawisk z tego okresu. Tekst prosty jak konstrukcja cepa i takoż głęboki, wokal kiepściutki i jak na mój gust wybitnie zniewieściały, a teledysk nie odbiega od standardów lat 80-tych. Mamy więc pana, który tanecznym krokiem przemierza ulice amerykańskiego miasta (wszystko kręcone w studiu oczywiście), co jakiś czas jest najazd na grupkę pięknych kobiet wykonujących średnio skomplikowany układ choreograficzny, jest też element „opowieści” w postaci jakiejś pani w białym odzieniu. Pani jak na tamte czasy przystało, kotłuje się trochę wśród pościeli na łóżku, jest też lustro i charakterystyczne promienie zachodzącego słońca sączące się przez żaluzje, których cienie elegancko padają na ściany. Swoją drogą, bardzo lubię ten motyw zachodzącego słońca i żaluzji, który jest obecny chyba w każdym filmie i serialu sensacyjnym z lat 80-tych. To się zawsze wiąże z jakimś przystojnym detektywem w wymiętym garniturze i niedbale zawiązanym krawacie (a jak ma okulary to już w ogóle pisk), który sobie przez te żaluzyjki wygląda, a potem siada na skórzanym fotelu i wywala nogi na biurko… Szaleństwo po prostu. Ale wracając do meritum – postanowiłam umieścić ten mało interesujący klip na swoim blogu, ze względu na pewien drobny szczegół. A mianowicie wyjątkowo odjechaną fryzurę pana! Czysty odlot, czegoś takiego na głowie nie miał nawet Samuel L. Jackson (chociaż jego słynne afro z przedziałkiem jest nie do pobicia)! Podwójny kaczy kuper z przedziałkiem i kucykiem, pokryte warstwą żelu, lakieru do włosów czy cholera wie czego, po prostu awesome. Chylę czoła i proszę o więcej, bo to zdecydowanie bije na głowę pasiaczek i nieogolone pachy Rubena Gomeza śpiewającego o żółtym bikini w kropeczki. Soł, miłego seansu! ; D
A dla wytrwałych, wyczesany Samuel:
Cóż, sam klip jak i piosenka do wybitnych nie należą, ale też nie straszą jakoś bardzo na tle innych muzycznych zjawisk z tego okresu. Tekst prosty jak konstrukcja cepa i takoż głęboki, wokal kiepściutki i jak na mój gust wybitnie zniewieściały, a teledysk nie odbiega od standardów lat 80-tych. Mamy więc pana, który tanecznym krokiem przemierza ulice amerykańskiego miasta (wszystko kręcone w studiu oczywiście), co jakiś czas jest najazd na grupkę pięknych kobiet wykonujących średnio skomplikowany układ choreograficzny, jest też element „opowieści” w postaci jakiejś pani w białym odzieniu. Pani jak na tamte czasy przystało, kotłuje się trochę wśród pościeli na łóżku, jest też lustro i charakterystyczne promienie zachodzącego słońca sączące się przez żaluzje, których cienie elegancko padają na ściany. Swoją drogą, bardzo lubię ten motyw zachodzącego słońca i żaluzji, który jest obecny chyba w każdym filmie i serialu sensacyjnym z lat 80-tych. To się zawsze wiąże z jakimś przystojnym detektywem w wymiętym garniturze i niedbale zawiązanym krawacie (a jak ma okulary to już w ogóle pisk), który sobie przez te żaluzyjki wygląda, a potem siada na skórzanym fotelu i wywala nogi na biurko… Szaleństwo po prostu. Ale wracając do meritum – postanowiłam umieścić ten mało interesujący klip na swoim blogu, ze względu na pewien drobny szczegół. A mianowicie wyjątkowo odjechaną fryzurę pana! Czysty odlot, czegoś takiego na głowie nie miał nawet Samuel L. Jackson (chociaż jego słynne afro z przedziałkiem jest nie do pobicia)! Podwójny kaczy kuper z przedziałkiem i kucykiem, pokryte warstwą żelu, lakieru do włosów czy cholera wie czego, po prostu awesome. Chylę czoła i proszę o więcej, bo to zdecydowanie bije na głowę pasiaczek i nieogolone pachy Rubena Gomeza śpiewającego o żółtym bikini w kropeczki. Soł, miłego seansu! ; D
A dla wytrwałych, wyczesany Samuel:
moody
lazy
lethargic
annoyed
melancholy